Dawno mnie nie było na Policach. Ale dzisiaj się udało. W zasadzie jak tak sobie teraz myślę, to na rowerze spędziłem praktycznie tyle samo czasu, co w samochodzie... ale zdecydowanie było warto!
Takie określenie wymyśliłem dziś dla swojego GT po tym, jak pojechałem nim do pracy. W sumie nawet kolor się zgadza. Waga i opory toczenia też podobne :) Ale mimo, że nie jest to najlepszy środek transportu na takie warunki, to wyszedłem wcześniej - i był to strzał w 10. Dawno nie jeździłem o tak wczesnej porze i chyba trzeba nadrobić zaległości. Budząca się do życia przyroda, zapach lasu i poranne światło działają z rana lepiej niż najmocniejsza kawa. Nawet parę zdjęć zrobiłem.
Fajnie się to wszystko odbijało w wodzie. Ktoś wie co to? Słońce już z rana przygrzewało... ... więc chętnie bym sobie z nimi poleżał na trawce, ale obowiązki wzywały. PS. Jutro wychodzę jeszcze wcześniej :)
Tytuł może niezbyt odkrywczy, ale co ja mam napisać? :) Następnego dnia po mega wycieczce z Karolem i Michałem tylko tyle jestem w stanie wymyślić. Dlatego polecam obejrzenie zdjęć. Niektóre z nich są autorstwa Michała. Zapraszam też do jego galerii (część zdjęć się dubluje), a także do przejrzenia całej jego Picasy - bo jest co oglądać :)
Jak można zauważyć po prawej pojawiła się ramka "Miejsca". Mam nadzieję, że teraz przeglądanie archiwalnych wycieczek będzie łatwiejsze, no i przede wszystkim - że szybciej będzie można odnaleźć interesujące okolice.
Grymas bólu wykrzywia całą twarz. Ale nie mogę przestać, ze zmęczenia w mózgu już dawno wyłączyły się wszystkie zbędne częsci, także ta odpowiedzialna za zdrowy rozsądek. Działają tylko dwie - jedna odpowiedzialna za orientację w terenie, a druga każąca maksymalne dokręcać, tu i teraz, bez martwienia się takimi błahostkami jak na przykład zostawienie choć części sił na później. Wchodzenie w zakręty z pełną prędkością i - co ważniejsze - wychodzenie z nich w jednym kawałku, pozostawiam ćwiczonej przez lata technice do spółki z podświadomością. No więc dokręcam, mięśnie bolą, pieką, ale jest to na swój sposób przyjemne i uzależniające. Brzmi jak masohizm? Być może, ale podejrzewam, że wielu z Was doskonale wie, co mam na myśli. Euforia wywołana kolejną niesamowitą sekcją zakrętów, zakończonych hopką na moment zwycięża z bólem, dając kolejny impuls, każący pedałować jeszcze szybciej. I w ten sposób to chore kółko się zamyka...
Ale dziś był dzień! Od rana do wieczora w siodle, bite 10 godzin :) No a mimo to wieczorem było mi mało. Zaczęło się od tego, że rano umówiłem się z Malauchem... a zresztą - w galerii znajdziecie szczegóły.